Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kara. Pokaż wszystkie posty

6 cze 2016

Wszystkiego po trochu.

Jak ja nienawidzę okresu... Dostałam wczoraj, ale dziś się rozkręcił. Już wczoraj zwijałam się z bólu, dziś to tylko się powtórzyło. 
T. wyleciał wczoraj do Hiszpanii na tydzień. Tęsknię za nim tak ogromnie... Chociaż nawet jak jest w kraju, to nie ma go przy mnie, przynajmniej mam świadomość, że teoretycznie zawsze możemy się spotkać, a teraz czuję jego brak... Czuję, jakby część mnie gdzieś zaginęła. 
Bardzo bałam się tego lotu. Wcześniej mi powiedział, że on sam się boi, bo teraz ciągle jacyś terroryści, awarie, katastrofy, no i mnie nastraszył, i się przeraziłam. Ale koniec końców, T. żyje i ma się dobrze. 

Dostałam tydzień wolności (teoretycznej). Do jego powrotu mogę jeść słodycze ile chcę, ale uwzględniając to, co mnie nauczył (czyli nie za dużo), mogę dochodzić ile chcę (prócz dziś, bo dziś mam karę za nocne dyskutowanie), no i ogólnie mogę robić co chcę (byleby nie kręcił się koło mnie żaden chłopak, i takie tam głupoty, których robić nie zamierzam, bo nawet jeśli teoretycznie mogę, to nie mogę). 

Założyłam konto na instagramie, które troszkę będzie obrazować nasze życie. @my_sensual_world
Zapraszam do obserwowania, kto chętny :)

Teraz idę kupić czekoladę i słodycze na okres, żeby choć trochę sobie ulżyć. Bo ja miesiączki przechodzę strasznie; boli tak, że podwójnie widzę i prawie mdleję. Więc odrobina słodyczy nie zaszkodzi, a nawet pomoże. Bo wiadomo, że czekolada zwiększa hormon szczęścia, który tłumi ból. Więc to lek w sam raz dla mnie. 

A tam się T. wygrzewa. Ah... 
Obiecał, że kiedyś pojedziemy tam razem. <3

5 cze 2016

DDLG

Postanowiliśmy się pobawić w ddlg. W sumie, od jakiegoś już czasu nazywam go tatusiem, a on mnie córeczką. Mnie pasuje taki układ - lubię czuć się jak dziecko, zachowywać jak mała dziewczynka, a on z takim spokojem nade mną dominuje. To chyba najbardziej kocham, ten spokój, z jakim dominuje, to opanowanie, to, że nie krzyczy, a nawet jak krzyknie, to tylko dlatego, żebym się uspokoiła. 
Ah. 

Nie chce mi się opisywać kolejnych dni. 
Ogólnikowo:

3 dnia poszliśmy się przejść (to znaczy on mnie zmusił). Wyszliśmy na taką górę baaardzo wielką (chociaż on uważał, że to mała była - prawie 800 m!). Na szczycie chciał, żebym mu obciągnęła. Dostałam parę klapsów, bo się ociągałam. Gdy już to robiłam, po paru chwilach mi się znudziło i ręka mnie zaczęła boleć. Więc powiedziałam, że mam to gdzieś. Oj, jak on się zezłościł. Dał mi parę bardzo mocnych klapsów, a potem całą drogę powrotną się nie odzywał do mnie. Było mi tak strasznie smutno, tak bardzo płakać mi się chciało... ;(
Czułam się okropnie. Gdy wróciliśmy, napisał mi na cyckach "NIEGRZECZNA SUKA", zapiął klamerki na sutkach, zakneblował i spiął kajdankami. Musiałam z pół godziny stać, podczas gdy on leżał sobie na łóżku z trzcinką w ręce. Gdy byłam za głośno, uderzał mnie w tyłek. Gdy mnie uwolnił, mocno się przytuliłam go niego i bardzo przeprosiłam. Uwielbiam te chwile, gdy mogę się już w niego wtulić po karze. 

4 dnia, ostatniego, cały dzień leżeliśmy (tak do koło 16). Potem się spakowaliśmy i odwiózł mnie do domu. Szybkie pożegnanie, bardzo bolesne, i już go nie było...
Ale... Spotykamy się około 13 lipca i jadę do niego, zostanę tam na około miesiąc! Cały miesiąc z nim! Ah, już się nie mogę doczekać!

23 maj 2016

Małe smaczki.




Już za trzy dni się widzimy, a mnie dopadła jakaś infekcja. No niech to dunder świśnie! 

Przypomniała mi się chyba najbardziej podniecająca dla mnie rzecz na spotkaniu, jaka miała miejsce. Otóż ostatniego dnia T. związał moje ręce z tyłu paskiem i kazał mi uklęknąć przy łóżku, a potem się położyć cyckami na nim. Jednak ja tego nie zrobiłam, tylko gapiłam się na niego, a on, przechodząc za mną, od niechcenia pchnął mnie w plecy tak, że wylądowałam na łóżku. Spowodowało to wodospad, naprawdę, w moich majtkach. Specjalnie się podniosłam, a on zrobił to drugi raz. Ahhh. 

Pamiętam też jak raz czytałam mu opowiadanie erotyczne podczas rozmowy przez telefon. Specjalnie przyśpieszałam i mówiłam niezrozumiale, żeby tylko mnie upomniał, a on uparcie wszystko rozumiał, co mówię. Nie wiem, czy robił to specjalnie, by mnie zdenerwować i nie dać mi spełnienia, czy po prostu tak bardzo się wsłuchuje w moje słowa, że wszystko rozumie. Wrr.


W weekend dostałam trochę kabelków, bo byłam niegrzeczna. Bolało jak cholera, a ślady zostały piękne. Potem całą niedzielę je miałam, a gorąco było jak w piekle, więc chodziłam w krótkich spodenkach. 

W niedzielę też poszłam się przejść do lasu. Zadzwoniłam do T., a ten kazał mi poszukać jakiegoś osobliwego miejsca. Więc znalazłam. Rozkazał się rozłożyć na ziemi, głowa na dół, spodnie zsunięte, i tak się masturbować. Bardzo się podnieciłam na samą myśl, że ktoś może mnie obserwować. Wyobrażałam sobie, że to on mnie dotyka i pieści, a potem niespodziewanie wchodzi we mnie swoją męskością, nie pytając w ogóle o zdanie. Lubię czuć się bezsilna przy nim... I uwielbiam, gdy mnie ciągnie za włosy.

13 maj 2016

Mała kara + duża tęsknota.

Wczoraj w zamiarze miałam wziąć do szkoły korek i coś z nim zdziałać, jednak plan nie wypalił przez mój okres. Ale spokojnie - co się odwlecze, to nie uciecze. Po powrocie do domu nieco się rozwydrzyłam, trochę podyskutowałam, a gdy w dodatku śmiałam się "za bardzo" z T., ten kazał mi klęknąć na środku pokoju. Oczywiście to było podczas rozmowy przez telefon. Na to ja zaczęłam się sprzeczać, że przecież nic takiego nie zrobiłam, że dlaczego ma mnie karać za jakieś żarty, ale on jest nieubłagany; jak już coś pomyśli, coś powie, to nie ma zmiłuj, musi być tak, jak zaplanował. Tak więc uklęknęłam na środku pokoju. I dalej dyskutowałam. Więc kazał mi się położyć na plecach, ściągnąć spodnie i... ale zaraz, przecież ja mam okres. Nie mogę się bić w cipkę podczas okresu. 
- No to na majtki - powiedział. 
- Ale mam podpaskę. 
- Jeden - zaczął liczyć. 
Uderzyłam, ale nie bolało. 
- No dobra, masz rację, podczas okresu, to nie wypali. Więc zapnij sobie plastikowe klamerki na sutki. 
Aua! Nie znoszę ich. Bardzo bolą, szczególnie podczas miesiączki, kiedy piersi są wrażliwsze. Znów nieco podyskutowałam, nie chciałam tego zrobić. W końcu zapięłam te klamerki. 
- W końcu. Czemu kazałaś mi tak długo czekać? - spytał. 
- No musiałam je znaleźć...
- Ale wcześniej coś tam długo bredziłaś. Weź jakiś kabelek - polecił. 
Oooch nieee. To zawsze bardzo boli... 
- Teraz usiądź po turecku, spodnie oczywiście ściągnij - rozkazał. 
Usiadłam na podłodze, zsunęłam spodnie. 
- Uderzaj mocno. Jeden. 
Po każdym razie jęczałam chwilę, na udach zrobiły się czerwone pręgi. Uderzałam raz w jedno, raz w drugie udo, ale zawsze bardziej boli w prawe, bo jestem praworęczna i lepiej mi się tam bić. Na szczęście na dziesięciu się skończyło. Prawie płakałam. 
- Wiesz, że to nie była kara za te żarciki, tylko za twoje dyskusje - powiedział po karze. - Dalej będziesz nieposłuszna?
- Nie, panie, już będę grzeczna - wychlipałam. 
Potem było już miło. Ciepła skóra lekko piekła, a T. nie był już zły. Uwielbiam te momenty. Kiedy wszystkie grzechy zostają wybaczone, winy obmyte i mam czystą kartę po pokucie. Kiedy znów jestem najlepszą sunią na świecie. :)


Na zdjęciu nie widać aż tak bardzo tych pręg - uderzeń też nie było dużo. Myślę, że po spotkaniu będę nieco bardziej naznaczona...

T. wyjechał dziś do Pragi, na wycieczkę z pracy. Nie będzie go cały weekend, a nasz kontakt zostanie bardzo uszczuplony, zaledwie do facebooka. Parę godzin go nie ma, a ja już zdycham z tęsknoty. Nie chcę, by mnie opuszczał choćby na godzinę. Chcę być ciągle przy nim, widzieć go, czuć jego zapach, móc go dotknąć. Zdecydowanie uzależniłam się od niego.

Mówią, że miłość w klimacie jest niebezpieczna. My poznaliśmy się w celach zaspokojenia swoich potrzeb - on dominacji, ja uległości, a wyszło tak, żeśmy się zakochali. Ja uważam, że to, że się kochamy, wcale nie zmniejszyło naszej aktywności klimatycznej, a wręcz przeciwnie: utrzymujemy stały kontakt, jestem pod ciągłą kontrolą. Poza tym łączy nas szczególna więź.

Osobiście dla mnie, myślę, że dla T. trochę też, klimat jest ważny, ale czasem po prostu potrzebuję się przytulić, pocałować, poleżeć, pooglądać, powdychać jego woń, po prostu być przy nim i nic nie robić. W głębi duszy T. jest małym romantykiem, chociaż pewnie nie przyzna tego. Lubię to w nim, że z bezwzględnego Pana potrafi się zmienić w zwykłego mężczyznę, dbającego o swoją kobietę. Chociaż, muszę przyznać, T. niesamowicie o mnie dba i jest przekochany. Po prostu ideał - połączenie władczości z opiekuńczością i wrażliwością. Naprawdę go uwielbiam. I cieszę się, że go mam. I że on ma mnie.

Gadaliśmy dziś ledwie chwilę - przed szkołą i w trakcie. Nie mogę się pogodzić, że na ten cały weekend nasz kontakt będzie tak okrutnie ograniczony. Pogadamy dopiero w niedzielę wieczorem - jeśli nie wróci o jakiejś drakońskiej godzinie.

Na GG odezwała się dziś do mnie pewna kobieta, która kiedyś mnie dominowała - T. nie będzie zachwycony, gdy się o tym dowie. A dowie się pewnie stąd, bo nasz kontakt dziś jest lekko, ze tak to ujmę, niepewny - nie ogarniam, czy mam pisać SMS czy na facebooku. No a on też niech się tam bawi, niech odpocznie ode mnie.

Plusem całej tej sytuacji jest to, że na weekend mogę jeść słodycze i mogę nawet dojść raz dziennie! Bo ogólnie, to słodycze mogę jeść jedynie co drugi dzień - to okrutna zasada, której bardzo nie znoszę. Ale fakt, nieco się od nich odzwyczaiłam. Jednak nadal je uwielbiam!

Tresura u mojego Pana to najlepsze, co mogło mnie spotkać w życiu.