Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdjęcia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdjęcia. Pokaż wszystkie posty

7 cze 2016

ZDJĘCIE WACKA T.!

Założyliśmy się o głupotę z T. Kto przegra, ten miał zadanie, które wymyśli mu druga osoba. Ja dla T. wymyśliłam takie: jak będzie na plaży, ma zdjąć spodnie przy ludziach i zrobić zdjęcie swojego penisa i wysłać mi tak, by w tle byli właśnie ludzie. Ależ się ucieszyłam, gdy przegrał! Z niecierpliwością czekałam na zdjęcie. I dostałam!


Moje słońce zwierzyło mi się, że choć miał zdjąć spodnie tylko do kolan, to ściągnął całe, by wyglądało to naturalnie, bo jakby tylko do kolan, to wyglądałby jak zboczeniec (którym przecież jest). Powiedział, że to dość dziwne, nowe uczucie. Troszkę chyba mu się podobało. 

Nas ogólnie kręci ekshibicjonizm, więc mam nadzieję, że często będziemy się zakładać o właśnie takie zadania. Dziś praktycznie cały dzień bez stanika chodziłam - nienawidzę go, wolę chodzić bez. Byłam tak na mieście, więc ludzie mogli oglądać moje trzęsące się przy każdym ruchu piersi. 

Jutro do szkoły idę, po dwudniowym lenistwie. A szkoda, fajnie było ;(

6 cze 2016

Wszystkiego po trochu.

Jak ja nienawidzę okresu... Dostałam wczoraj, ale dziś się rozkręcił. Już wczoraj zwijałam się z bólu, dziś to tylko się powtórzyło. 
T. wyleciał wczoraj do Hiszpanii na tydzień. Tęsknię za nim tak ogromnie... Chociaż nawet jak jest w kraju, to nie ma go przy mnie, przynajmniej mam świadomość, że teoretycznie zawsze możemy się spotkać, a teraz czuję jego brak... Czuję, jakby część mnie gdzieś zaginęła. 
Bardzo bałam się tego lotu. Wcześniej mi powiedział, że on sam się boi, bo teraz ciągle jacyś terroryści, awarie, katastrofy, no i mnie nastraszył, i się przeraziłam. Ale koniec końców, T. żyje i ma się dobrze. 

Dostałam tydzień wolności (teoretycznej). Do jego powrotu mogę jeść słodycze ile chcę, ale uwzględniając to, co mnie nauczył (czyli nie za dużo), mogę dochodzić ile chcę (prócz dziś, bo dziś mam karę za nocne dyskutowanie), no i ogólnie mogę robić co chcę (byleby nie kręcił się koło mnie żaden chłopak, i takie tam głupoty, których robić nie zamierzam, bo nawet jeśli teoretycznie mogę, to nie mogę). 

Założyłam konto na instagramie, które troszkę będzie obrazować nasze życie. @my_sensual_world
Zapraszam do obserwowania, kto chętny :)

Teraz idę kupić czekoladę i słodycze na okres, żeby choć trochę sobie ulżyć. Bo ja miesiączki przechodzę strasznie; boli tak, że podwójnie widzę i prawie mdleję. Więc odrobina słodyczy nie zaszkodzi, a nawet pomoże. Bo wiadomo, że czekolada zwiększa hormon szczęścia, który tłumi ból. Więc to lek w sam raz dla mnie. 

A tam się T. wygrzewa. Ah... 
Obiecał, że kiedyś pojedziemy tam razem. <3

23 maj 2016

Małe smaczki.




Już za trzy dni się widzimy, a mnie dopadła jakaś infekcja. No niech to dunder świśnie! 

Przypomniała mi się chyba najbardziej podniecająca dla mnie rzecz na spotkaniu, jaka miała miejsce. Otóż ostatniego dnia T. związał moje ręce z tyłu paskiem i kazał mi uklęknąć przy łóżku, a potem się położyć cyckami na nim. Jednak ja tego nie zrobiłam, tylko gapiłam się na niego, a on, przechodząc za mną, od niechcenia pchnął mnie w plecy tak, że wylądowałam na łóżku. Spowodowało to wodospad, naprawdę, w moich majtkach. Specjalnie się podniosłam, a on zrobił to drugi raz. Ahhh. 

Pamiętam też jak raz czytałam mu opowiadanie erotyczne podczas rozmowy przez telefon. Specjalnie przyśpieszałam i mówiłam niezrozumiale, żeby tylko mnie upomniał, a on uparcie wszystko rozumiał, co mówię. Nie wiem, czy robił to specjalnie, by mnie zdenerwować i nie dać mi spełnienia, czy po prostu tak bardzo się wsłuchuje w moje słowa, że wszystko rozumie. Wrr.


W weekend dostałam trochę kabelków, bo byłam niegrzeczna. Bolało jak cholera, a ślady zostały piękne. Potem całą niedzielę je miałam, a gorąco było jak w piekle, więc chodziłam w krótkich spodenkach. 

W niedzielę też poszłam się przejść do lasu. Zadzwoniłam do T., a ten kazał mi poszukać jakiegoś osobliwego miejsca. Więc znalazłam. Rozkazał się rozłożyć na ziemi, głowa na dół, spodnie zsunięte, i tak się masturbować. Bardzo się podnieciłam na samą myśl, że ktoś może mnie obserwować. Wyobrażałam sobie, że to on mnie dotyka i pieści, a potem niespodziewanie wchodzi we mnie swoją męskością, nie pytając w ogóle o zdanie. Lubię czuć się bezsilna przy nim... I uwielbiam, gdy mnie ciągnie za włosy.

16 maj 2016

Klamerki...

Mój ukochany nareszcie wrócił. Wczoraj długo rozmawialiśmy na Skype - praktycznie do pierwszej w nocy, kiedy ostatecznie się poddałam i poszliśmy spać. Ale oczywiście nie obyło się bez małego lania. 

Zadzwonił, gdy wrócił. Akurat byłam sama w domu, więc był zadowolony. Kazał mi zsunąć spodnie i przygotować pasek. Jednak ja paskiem nie umiem operować, więc poprosiłam o zmianę narzędzia na kabelek. Zgodził się. Mój tyłek odzwyczaił się od bicia, bo już pierwsze razy bardzo bolały. Miałam szczerze dość, a on to słyszał, bo zrobił przerwę. Ubłagałam, żebym się mogła uderzać ręką, bo kabelkiem nie dam rady. Pozwolił. Doszliśmy do dziesięciu i kazał sobie opowiadać co robiłam w piątek. No więc rozmasowałam tyłek i zaczęłam opowieść. 

W sumie, ten tydzień był dość nudny: piątek spędziłam na oglądaniu filmów i jedzeniu niezdrowego żarcia, w sobotę pomyłam podłogi i pomogłam piec rogaliki, a resztę dnia odpoczywałam, no a w niedzielę byłam na komunii. 

Kiedy skończyłam opowieść o piątku i już chciałam zacząć sobotę, on przerwał mi i zaczął liczyć kolejne razy. Przyznam, że z początku nie wiedziałam, o co chodzi, ale gdy powtórzył cyfrę, załapałam i zaczęłam się uderzać. Trochę sapałam mu do tej słuchawki; naprawdę mnie bolało, moja pupa odzwyczaiła się od uderzeń.

Kolejne dziesięć uderzeń i kolejna przerwa na opowieść. Potem kolejne klapsy, a pod koniec kazał mi wziąć znów kabelek i uderzałam się, chyba dziesięć razy. Po skończeniu nie miałam już na nic sił. Tyłek pulsował bólem, mimo że wcześniej znosiłam dużo więcej. Widać przerwy w tresurze mi nie służą. 

Potem, koło dwudziestej, zaczęliśmy gadać na Skype. Ale dopiero koło dwudziestej drugiej zaczęło być klimatycznie - mieliśmy iść już spać, jak zwykle w dni, kiedy następnego dnia trzeba wstać. 
- Zwalisz sobie pod prysznicem? - spytałam żartobliwie. 
- No pewnie tak, dawno tego nie robiłem. 
- Dawno? To znaczy kiedy?
- Przed wyjazdem. 
- Ho, ho, ale dawno. A może jeszcze odpalimy Skype i tam oboje dojdziemy? - Już wyłączaliśmy sprzęty i gadaliśmy przez telefony. 
- Hmm, no dobra. To włączaj kompa. Widzimy się na Skype. 
Zrobiłam sobie przytulne legowisko i zaczęliśmy gadać. 
- Załóż sobie klamerki na cycki - zażądał. 
- Cooo? - Zrobiłam wielkie oczy. 
- No pokaż cycki i załóż sobie na nie klamerki. 
- Nie, nie ma mowy, nie przy tobie. 
- Więc załóż sobie klamerkę na łechtaczkę. Zdejmiesz ją dopiero, kiedy pokażesz cycki. A pokazać cyki będziesz mogła dopiero jak to u mnie wybłagasz.
Trochę oponowałam, ale mniej. Zsunęłam spodnie, ale od pasa w dół byłam dla niego niewidoczna. Zapięłam. Postanowiłam być twarda i wytrzymać. 
- Nie boli? - spytał. 
- Nie - skłamałam. 
- No to załóż sobie jeszcze po dwie klamerki na uda. 
Kurwa, nie znoszę tego! Ale zapięłam. Kolejne parę minut oczekiwania. 
- Zamień tą drewnianą z łechtaczki na plastikową - powiedział. 
- Co? Nie ma mowy! Nie dam rady! 
- To pokaż cycki. 
- Ale T.!
- Zakładaj. 
- To już wolę pokazać ci... 
- No to już. 
Powoli zaczęłam podwijać bluzkę. 
- Czekaj. Błagaj o to.
- Błagam, panie, pozwól mi pokazać ci cycki.
- No dobrze, sunio. 
W końcu odsłoniłam swoje piersi. Oczka mu się zaświeciły, a rączka zaczęła pracować. 
- Przełóż dwie klamerki z ud na sutki. 
Zrobiłam to. 
- Mogę już zdjąć tamtą resztę klamerek? 
- Nie.
- Ale przecież powiedziałeś, że jak pokażę, to mogę zdjąć. Powinieneś być konsekwentny. 
- No dobrze, ściągnij. 
Uff, jaka ulga. Przy ściąganiu tej z łechtaczki, wbiło mnie w materac. 
- Co, suniu, zabolało?
- Nie, załaskotało. 
Roześmiał się. 
Jakie śmieszne, ja nie mogę. 
Potem kazał mi się masturbować. Jednak samo wkładanie szybko mi się znudziło. I obserwowałam, jak T. się bawi. Znaczy, nie widziałam jego penisa, tylko twarz i latającą rękę. Uwielbiam jego minę, gdy dochodzi. Najpierw tak cudnie stęka parę razy, potem odchyla głowę w tył z zamkniętymi oczami i otwiera lekko usta. I wydaje z siebie taki potężny stęk, jakby właśnie zrobił kupę, z którą się pół godziny męczył. Lubię go obserwować. 
Chyba każdy piesek lubi patrzeć na swojego właściciela. Ja też uwielbiam. Kocham mu się przyglądać, jak robi różne rzeczy, po prostu patrzeć, z taką miną, wyrażającą uwielbienie. 
Potem długo jeszcze gadaliśmy, a on od czasu do czasu znęcał się nade mną. Gdy on chciał już iść spać, ja sama zaczęłam zakładać sobie klamerki. Założyłam chyba 16 na wewnętrzną stronę uda, a on nie pozwolił mi ich zdjąć. Trochę się z nimi pomęczyłam, ale za to jaką ulgę przeżyłam, gdy zezwolił na ściągnięcie.

Tak to wyglądało.


A tak było po ściągnięciu.

Koło pierwszej przeniósł się na wyrko i zaczął mnie odpytywać wzorów z fizyki - byłam wykończona, pomyliłam się cztery razy. (A dziś dostałam z tego piątkę!) Po wzorach poddałam się - poszliśmy spać.

Dziś po powrocie do domu od razu założyłam korek - T. powiedział, że teraz często będę go nosiła, aby mój tyłek przyzwyczajał się, bo niedługo będę w nim chodzić całe dnie. No i muszę się trochę rozciągnąć, żeby przyjąć jego męskość. 

Jeszcze tylko 10 dni do spotkania - nie mogę się już doczekać! Mamy tyle planów... T. kupił znów jakieś gadżety, całkiem dużo, więc będziemy testować. Będę miała co recenzować. :)

Teraz idę się trochę kimnąć - każdy piesek lubi się pacnąć na chwilę w ciągu dnia - a potem muszę się brać za szkolne obowiązki. Zdecydowanie nienawidzę szkoły. Ale dziś T. jest ze mnie zadowolony, bo dostałam dwie piątki, a dostałam je tylko dzięki niemu - to on zmusza mnie do nauki i ją kontroluje, a potem przepytuje. Jest najlepszy na świecie! Przy nim powoli zostaję kujonką... :D

13 maj 2016

Mała kara + duża tęsknota.

Wczoraj w zamiarze miałam wziąć do szkoły korek i coś z nim zdziałać, jednak plan nie wypalił przez mój okres. Ale spokojnie - co się odwlecze, to nie uciecze. Po powrocie do domu nieco się rozwydrzyłam, trochę podyskutowałam, a gdy w dodatku śmiałam się "za bardzo" z T., ten kazał mi klęknąć na środku pokoju. Oczywiście to było podczas rozmowy przez telefon. Na to ja zaczęłam się sprzeczać, że przecież nic takiego nie zrobiłam, że dlaczego ma mnie karać za jakieś żarty, ale on jest nieubłagany; jak już coś pomyśli, coś powie, to nie ma zmiłuj, musi być tak, jak zaplanował. Tak więc uklęknęłam na środku pokoju. I dalej dyskutowałam. Więc kazał mi się położyć na plecach, ściągnąć spodnie i... ale zaraz, przecież ja mam okres. Nie mogę się bić w cipkę podczas okresu. 
- No to na majtki - powiedział. 
- Ale mam podpaskę. 
- Jeden - zaczął liczyć. 
Uderzyłam, ale nie bolało. 
- No dobra, masz rację, podczas okresu, to nie wypali. Więc zapnij sobie plastikowe klamerki na sutki. 
Aua! Nie znoszę ich. Bardzo bolą, szczególnie podczas miesiączki, kiedy piersi są wrażliwsze. Znów nieco podyskutowałam, nie chciałam tego zrobić. W końcu zapięłam te klamerki. 
- W końcu. Czemu kazałaś mi tak długo czekać? - spytał. 
- No musiałam je znaleźć...
- Ale wcześniej coś tam długo bredziłaś. Weź jakiś kabelek - polecił. 
Oooch nieee. To zawsze bardzo boli... 
- Teraz usiądź po turecku, spodnie oczywiście ściągnij - rozkazał. 
Usiadłam na podłodze, zsunęłam spodnie. 
- Uderzaj mocno. Jeden. 
Po każdym razie jęczałam chwilę, na udach zrobiły się czerwone pręgi. Uderzałam raz w jedno, raz w drugie udo, ale zawsze bardziej boli w prawe, bo jestem praworęczna i lepiej mi się tam bić. Na szczęście na dziesięciu się skończyło. Prawie płakałam. 
- Wiesz, że to nie była kara za te żarciki, tylko za twoje dyskusje - powiedział po karze. - Dalej będziesz nieposłuszna?
- Nie, panie, już będę grzeczna - wychlipałam. 
Potem było już miło. Ciepła skóra lekko piekła, a T. nie był już zły. Uwielbiam te momenty. Kiedy wszystkie grzechy zostają wybaczone, winy obmyte i mam czystą kartę po pokucie. Kiedy znów jestem najlepszą sunią na świecie. :)


Na zdjęciu nie widać aż tak bardzo tych pręg - uderzeń też nie było dużo. Myślę, że po spotkaniu będę nieco bardziej naznaczona...

T. wyjechał dziś do Pragi, na wycieczkę z pracy. Nie będzie go cały weekend, a nasz kontakt zostanie bardzo uszczuplony, zaledwie do facebooka. Parę godzin go nie ma, a ja już zdycham z tęsknoty. Nie chcę, by mnie opuszczał choćby na godzinę. Chcę być ciągle przy nim, widzieć go, czuć jego zapach, móc go dotknąć. Zdecydowanie uzależniłam się od niego.

Mówią, że miłość w klimacie jest niebezpieczna. My poznaliśmy się w celach zaspokojenia swoich potrzeb - on dominacji, ja uległości, a wyszło tak, żeśmy się zakochali. Ja uważam, że to, że się kochamy, wcale nie zmniejszyło naszej aktywności klimatycznej, a wręcz przeciwnie: utrzymujemy stały kontakt, jestem pod ciągłą kontrolą. Poza tym łączy nas szczególna więź.

Osobiście dla mnie, myślę, że dla T. trochę też, klimat jest ważny, ale czasem po prostu potrzebuję się przytulić, pocałować, poleżeć, pooglądać, powdychać jego woń, po prostu być przy nim i nic nie robić. W głębi duszy T. jest małym romantykiem, chociaż pewnie nie przyzna tego. Lubię to w nim, że z bezwzględnego Pana potrafi się zmienić w zwykłego mężczyznę, dbającego o swoją kobietę. Chociaż, muszę przyznać, T. niesamowicie o mnie dba i jest przekochany. Po prostu ideał - połączenie władczości z opiekuńczością i wrażliwością. Naprawdę go uwielbiam. I cieszę się, że go mam. I że on ma mnie.

Gadaliśmy dziś ledwie chwilę - przed szkołą i w trakcie. Nie mogę się pogodzić, że na ten cały weekend nasz kontakt będzie tak okrutnie ograniczony. Pogadamy dopiero w niedzielę wieczorem - jeśli nie wróci o jakiejś drakońskiej godzinie.

Na GG odezwała się dziś do mnie pewna kobieta, która kiedyś mnie dominowała - T. nie będzie zachwycony, gdy się o tym dowie. A dowie się pewnie stąd, bo nasz kontakt dziś jest lekko, ze tak to ujmę, niepewny - nie ogarniam, czy mam pisać SMS czy na facebooku. No a on też niech się tam bawi, niech odpocznie ode mnie.

Plusem całej tej sytuacji jest to, że na weekend mogę jeść słodycze i mogę nawet dojść raz dziennie! Bo ogólnie, to słodycze mogę jeść jedynie co drugi dzień - to okrutna zasada, której bardzo nie znoszę. Ale fakt, nieco się od nich odzwyczaiłam. Jednak nadal je uwielbiam!

Tresura u mojego Pana to najlepsze, co mogło mnie spotkać w życiu.